Środa, 12.12.2018, 16:06
Вітаю Вас Gość | RSS
Головна | gazetka_36_1 | Реєстрація | Вхід
MENU
Forma wejścia
Kategorie rozdziału
Kalendarz
«  Grudzień 2018  »
PnWtŚrCzwPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31
Archiwum
Mini-czat
Statystyka

Ogółem online: 1
Gości: 1
Użytkowników: 0

"Zwiastun Sambora”
 № 36 styczeń-marzec  2010r.

Moje wspomnienia z KRESÓW WSCHODNICH, a szczególnie ze S A M B O R A.

"Ojczyzna moja - to ziemia droga, gdziem ujrzał słońce i gdziem poznał BOGA, gdzie Ojciec, bracia i gdzie Matka miła, w polskiej mnie mowie pacierza uczyła (...) Ojczyzna moja - to ten duch NARODU, co żyje cudem wśród głodu i chłodu, to ta nadzieja, co się w sercach kwieci, pracą u ojców, a piosnką u dzieci"!

Maria Konopnicka

Historia mojego kraju ojczystego - to historia obfitująca w doniosłe wydarzenia, które zaważyły na moim obecnym życiu. Dzieje Narodu polskiego – to prawdziwe bogactwo i spuścizna, którą należy nie tylko pamiętać, ale i szanować.

Przechodząc od "małej ojczyzny" do zagadnień szerszych związanych z obrzędami, zwyczajami, symboliką narodową - uświadamiam sobie - kim jestem, skąd się wywodzę, jaka jest moja przeszłość.

Patriotyzm dnia dzisiejszego powinien wyrażać się w aktywnym zaangażowaniu w potrzeby i sprawy NARODU.

JAN PAWEŁ II - uczył nas patriotyzmu. Z odwagą mówił: "O Ziemio Polska! Ziemio trudna i doświadczona! Ziemio piękna! Ziemio moja! Ziemio szczególnie odpowiedzialnego świadectwa. Ziemio trudnego wyzwania.

Ja — Antoni Rak urodzony w Samborze nad Dniestrem woj.Lwowskie. Cieszy mnie obecnie każda wiadomość o moim mieście, żyję wspomnieniami o umiłowanym mieście, z rozwagą przyjąłem jego los leżącego obecnie na terenie Ukrainy, uspokaja mnie widok Sambora częściowo zadbanego i rozbudowanego, pełnego zieleni choć już nie naszego. Historii nie cofniemy, ale miłości dla miasta - nikt mi nie odbierze póki życia starczy.

Wspominam tę jedną z kart mojej histori, świadectwo miłości Ojczyzny i miasta Sambora, które godne jest nie tylko największego podziwu, ale przede wszystkim szacunku, miasto, które było i jest zawsze wierne Bogu i Polsce.

Kiedy powracam od czasu do czasu do mojej ziemi rodzinnej - szukam śladów tych, którzy - tu kiedyś byli i żyli, lecz dawno poumierali i leżą w Sambowze na cmentarzu. Uciekam w przeszłość niezapomnianą, słyszę echo głosów ginących w oddali. Niełatwo wyrzec się tęsknoty i przywiązania, niełatwo zatrzasnąć tamtych przeżyć i drzwi z lutego 1940 roku, bo tamten czas i ziemia, łzami żalu i bólu oblana, niełatwo wydrzeć - co w sercu na zawsze tkwi.

II Wojna Światowa - wszystko zniszczyła, przyjaźń, - w nienawiść i zbrodnie zamieniła. Gdy Polaków z Kresów wywieziono lub zesłano. Pozostała tęsknota do stron rodzinnych. Do tamtych lat beztroskich, dziecinnych.

Zsyłki na Syberię i do Kazachstanu, mordy w Katyniu, Ostaszkowie, Miednoje, Bykowni i. t. d. Gdzie zamordowano naszych oficerów i nie tylko! I krwawe rzezie band z pod znaku OUN-UPA na Kresach! Te zbrodnie wojenne - ludobójstwem nazwane, nie potępiono i nie zostały ukarane! Minęło prawie siedemdziesiąt lat, o tych zbrodniach zapomnieć chce świat! Gdzie sprawiedliwość? Kto za ta odpowie? Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary!

W tym straszliwym i okrutnym czasie pobytu na zesłaniu na Syberii, modliliśmy się do Boga, aby pomógł przetrwać - to piekło i wrócić do Polski do naszej ukochanej Ojczyzny. Była to moim i naszej rodziny — wsparciem, nadzieją i wiarą.

Moja Mama przeżyła wiele cierpień, tragedii, biedy, głodu i poniewierki, ile przelanych łez, żeby wytrwać, przetrwać i wrócić - taka była moja Mama - dążyła na zesłaniu, aby uratować swoje dzieci: moją siostrę i mnie - za każdą cenę. Wykonywała każdą pracę w tajdze i kołchozie na Syberii, nawet przekraczające jej siły, ale życie dzieci było najważniejsze. Taka - to była Polska Matka Sybiraczka. Uczyła nas znaku KRZYŻA i PACIEŻA, dzielić się kawałkiem chleba i ufać Panu Bogu i gorąco wierzyć, że przetrwamy i wolnej Polski na pewno się doczekamy i do Ojczyzny powrócimy.

W okresie ponad sześciu lat pobytu na tej "nieludzkiej ziemi", gdzie śmierć głodowa zaglądała nam w oczy - gdy straszliwa tęsknota za Ojczyzną i swoimi bliskimi osobami zżerała nam serca, to czułem, że nasza modlitwa przebija niebiosa i że będziemy wysłuchani.

Dzięki Bożej Opatrzności – ocaleliśmy, przeżyliśmy i powróciliśmy - po przeszło 6 latach tułaczki, powrót do Ojczyzny w czerwcu 1946 roku, lecz na Kresy Zachodnie tzw. Ziemie Odzyskane. I tak z nad rzeki Dniestru - poprzez rzekę Czaję i Tajgę Sybiru (Nowosybirsk) - nad rzekę Odrę do Gryfina wraz z Mamą i siostrą przebyłem.

Dziś po latach, w obce kraje ( Sybir, Ziemie Odzyskane) losem rzucony, z dala od kochanych stron, zdradzony - miasta kochanego jego blasków i cieni, już na inne nie zamienię!

A kiedy "Najwyższy" - bieg serca mojego wstrzyma, Niech mi pozwoli gasnącymi oczyma, ujrzeć jeszcze raz Krainę mojego dzieciństwa.

Nie zapomnę nigdy swe strony rodzinne — miasto Sambor na Kresach Wschodnich, gdzie grób jest Ojca mego i przodków korzenie. Dziś życie na Kresach zupełnie inne, lecz żywe wciąż w nim pulsuje wspomnienie.

Sambor - to dziadowie zbudowali nad Dniestrem. Jemu godność królewskim nadano gestem. Kiedy Królowa Bona, włoskiego imienia, ustrzeliła z łuku, na polowaniu jelenia.

Pamiętam swe miasto - Sambor, kochane, rodzinne, to piękne okolice, Kościoły oraz samborskie domy. Domy jakże gościnne. Pamiętam przeróżne języki: rosyjski, słowa ukraińskiej mowy. I nasz język polski, tak śpiewny, kresowy! Lecz niechaj ta ziemia -pozostanie Święta! W codziennej modlitwie o Kresach, a szczególnie o Samborze, nigdy nie zapomnę!

Bo stale mam w sercu z przed laty wspomnienia! Wspominam samborską Ziemię Ojczystą i staram się chociaż raz w roku pojechać i odwiedzić groby,  zobaczyć miasto Sambor,  spotkać się z moimi dobrymi znajomymi — przyjaciółmi, wtedy zniknie smutek na jakiś czas.

Ile jest kropel wody w Dniestrze,  ziaren w piasku, liści na drzewach — tyle jest spraw do omówienia w czasie pobytu mojego w Samborze.

I chociaż wcale nie jest mi łatwo - to mało kto się dzisiaj przyzna, że tęskno mi za moją "Małą Ojczyzną". I co mi teraz pozostało - tylko śpiewać refren znany:   "Wsiąść do pociągu byle jakiego...", i pojechać hen daleko na nasze ukochane Kresy Wschodnie do Lwowa, Sambora i okolic. SAMBOR... SAMBOR...SAMBOR...  - chociaż jeszcze raz...  no i już jest!

Zachęcony przez przyjaciół moich, że już pora zrobić wypad do Sambora, no i Lwowa, i nie "solo" lecz z innymi, najbliższymi znajomymi. Zgłosiłem chęć, by "pobałakać* zamiast żalić się i  płakać.  Na toaścik też przyszła pora, po przyjeździe do SAMBORA.

Miło wspominam naszą wędrówkę na KRESY i spotkania z wybitnymi samborzanami i kresowiakami na rodzinnej ziemi samborskiej oraz we Lwowie.

Mam nadzieję,  to nie było nasze ostatnie spotkanie. Ta moja pielgrzymka czy wędrówka po Kresach,  jak kto woli - tyle przyniosła wzruszeń radości. Mnie — tam urodzonego i wyrwanego z tej ziemi ojczystej na Syberię - zawsze będzie ciągnąć do "KRAJU" z lat dziecinnych do mojej „Małej Ojczyzny".

Bo pewien czas jakiś (Sambor, Lwów i okolice, w dniach od 26-31 sierpnia 2009r.) - byłem tam - podpisany niżej.

Antoni Rak


Copyright MyCorp © 2018